Hawana biegła, biegła ile tylko sił w nogach. Kiedy ujrzała stadopoczuła się bezpiecznie. Oczy innych koni były zwrócone na czarnąpostać Karoszki. Jeden z źrebaków zarżał cichutko. Kara klacz stanęłaprzed stadem, rozejrzała się i pochyliła szyję do ziemi. Złapała paręźdźbeł zielonej, długiej trawy. Miała taki smak… lepszy niż u Pana.Tak, o wiele lepszy. Ta zielona, rosnąca żwawo trawka była zadbana ikoszona regularnie co przyspieszało jej wzrost i ulepszało jakościowo.
***
Klaczpasła się na zielonych niwach. Spokojnie, miarowo machała błyszczącym,codziennie szczotkowanym ogonem. Słońce powoli zachodziło. Czerwona,ogromna kula chowała się leniwie za horyzontem dając wspaniały nastrójdla zakochanych. Słabnące światło dnia powoli gasło. Noc zbliżałasię… Z bujnych koron drzew dobyły już pierwsze odgłosy nocnegożycia. Stado poderwało się do galopu. Hawana poszła za końmistanowiącymi teraz jej nową rodzinę. Szary źrebak pobrykiwał co krok,parskając radośnie.
Zwierzęta zatrzymały się w pobliżu domu. Pochwili znowu ruszyły, a potem wszystkie znikły w promieniejącejsztucznym światłem stajni. Kara klacz została na środku podwórka.Usłyszała nawołujący głos, który skłonił ją do zbliżenia się do budynku.Weszła w ścianę światła. Jej oczy uderzyła nagła jasność. Kiedy wzrok przyzwyczaił się do nowego miejsca ruszyła ku swojemu dobrzeznanemu boksowi. Natychmiast po wkroczeniu do niego została zamkniętawraz ze swoją panią.
Nahia podeszła powoli do konia i dotknęłaaksamitnej sierści. Przejechała dłonią od łopatki do ucha. Klaczustawiła je ku zbliżającej się twarzy dziewczyny.:
-Dobrze się dzisiaj spisałaś.-szepnęła amazonka i wyszła.
***
Następnego dnia Hawanę obudziło pianie koguta, ganiającego kury u sąsiada.Właściwie klacz nic nie wiedziała o domach stojących koło jej podwórka.Ludzie mieszkający tam mało się interesowali stajnią, w której zawsze było głośno. Nie robiło im różnicy czy widzą Nahię jadącą konno na padoku, czy koń jest sam i przeskakuje płot. Lecz dzisiaj było inaczej, aczkolwiek nie była to wizyta sąsiada przez płot*.
Z samego ranka doholu w domu amazonki wszedł wysoki, młody blondyn. Zdjął buty i poszedłswobodnie do pokoju Nahi. Cicho zapukał w obramowanie łóżka. Ponieważnic to nie dało powtórzył czynność jeszcze raz ale bardziej stanowczo.Troszkę przesadził gdyż cała podstawa zatrzęsła się od uderzeń jegopięści. Leżąca dziewczyna zerwała się i patrzyła przez chwilę tępo przedsiebie nie wiedząc co się dzieje. Usłyszała miarowy oddech zza pleców.Odwróciła się, a na jej twarzy zagościł szeroki, promienny uśmiech.
-Sunny!!!- wykrzyknęła i rzuciłą się chłopakowi na szyję, co spowodowało, że musiał się oprzeć na rekach o miękki materac łóżka.
-Oj…Jak ja cię dawno nie widziałem!!!- mrukną troskliwie głaszczącdziweczynę po głowie. Był od niej starszy o dwa lata. Od dzieciństwabyli przyjaciółmi. Ona milczała.
-Słyszałem, że masz konia- zawiesił głos- z rzeźni.
-Niedo końca z rzeźni, dopiero tam jechała ale… to prawda.- Brunetkawstała i weszła do łązienki, kiedy Sunny czekał na nią siedząc na łóżku.
-Przyjechałeś na całe lato?-spytała.
-Chyba nie na całe.-stwierdził cicho- ale na ich większą część.
-Fajnie.
***
Weszli do stajni. Zapachniało im świerzą słomą. Nahia zaprowadziła blondyna pod boks Karej.
-Wspaniała! Jak się nazywa?- zapytał żywo chłopak dając obwąchać klaczy swoją rękę.
-Hawana.
-Ciekawe imię.- zaśmiał się.
-Nie podoba się?!
-Ja, e, nie no! Podoba się. Oczywiście!
-Kręcisz już na początku wakacji.- powiedziała z wesołym zrezygnowaniem Nahia.
Zostawiłachłopaka samego z Karoszką. Kiedy wróciła zobaczyła, że Sunny stoi wboksie i głaszcze Hawanę po szyi. Brunetka podeszła do przyjaciół.:
-A jednak-zaczęła dziewczyna ale Sunny przerwał jej.
-Co a jednak?
-Jakbyś nie przerywał to byś wiedział- dziewczyna pokazała język- Polubiłeś ją.
-Czy ja kiedykolwiek mówiłem, że jej nie lubię?
-NnIIie**… Może weźmiemy ją na placyk.-milczał- Ale najlepiej by było wziąć też innego konia.
-Aż tak źle?
-No raczej, a z resztą kto lubi sam chodzić?
***
Tak więc Nahia wzięła Hawanę, a Sunny, Nandotę- siwą klaczkę, która najszybciej zaakceptowała nową mieszkankę stajni. Chłopak zawsze jeździł na Siwce kiedy przyjeżdżał tutaj na weekendy, wakacje czy dłuższe wyjazdy. Bardzo lubił galopować na jej miękkim grzbiecie,czując jak przebiera delikatnymi, chudymi nóżkami aby dogonić konia Nahi, jeszcze wtedy kasztanowatą Savannah.
Na placyku obojepuścili klacze. Nandota rzuciła się galopem po całej ujeżdżalni. KaraKlacz stała tam gdzie zostawiła ją Nahia. Nie ruszyła ani na krok.Wodziła jedynie oczami za szalejącą koleżanką. W końcu Siwa przystanęłakoło Hawany i trąciła ją nosem jak mały źrebak. Karoszka nie poruszyłasię tym dlatego też Nandota szczypnęła ją w łopatkę i zaczęła uciekać.Hawana nareszcie poszła za nią. Z dziecinną łatwością dogoniłaZaczepialską Klacz i radośnie bryknęła, wyciągnęła nadal nienaturalniegłowę szurając pyskiem po ziemi.
Nandota podbiegła do Sunn’ego izostawiła Karoszkę z tyłu. Hawana stanęła zdezorientowana. Nadalchciałą się bawić. Usłyszała miły, nawoływujący głos dziewczyny.Zastrzygła uszami i postawiła krok w kierunku Nahi.:
-No choć śliczna.-prosiła.
-Ciekawe czy do ciebie podejdzie.-szepną blondyn.
-Podejdzie!-zapewniła-Podejdzie.No choć, choć Hawana!-zawołała. Koń ostrożnie posuną ku wołającej,która znacząco machnęła ręką. Klacz wiedział co oznacza ten ruch,kiedyś w przeszłości już go widziała i nie zapomniała o co chodziosobie wykonującej go- parsknęła wesoło.:
-Dobry konik!- pochwalił ją Nahia- Wiesz o co chodzi!
-Mądra!-zdziwił się chłopak.
-No widzisz!-zatrujumfowała brunetka.
-Jeździłaś na niej?
-Nie.
-Spróbujesz?
-Nie wiem czy juz czas.
-I nie będziesz wiedziała jak nie spróbujesz.- przekonywał blondyn.
-No dobrze.
***
Powrócili do stajni. Sunny ubrał swoją Nandotę, a następnie pomógł Nahi.:
-Jak by co będę cię łapał-zachichotał
-Jasne, będziesz tylko udawał, a jak będę leciała to się odsuniesz jak dziewczyny na siatkówce kiedy leci na nie piłka.
-Skąd wiedziałaś.
-Bo jasnowidzem jestem.-oznajmiła z ironią.
Chłopakzabrał Siwą ze stajni, a Nahia wyprowadziła Hawanę. Blondyn puściłluzem swoją klacz i pomógł przyjaciółce z popręgiem. Hawana kręciła siętrochę. Znowu pamięć poprowadziła ją do dawnych lat. Pamiętałazapinanie paska na brzuchu, nigdy tego nie lubiła. Zastanawiała się cobędzie dalej. Przypomniała sobie natychmiastowo kiedy noga jej panipowędrowała w strzemię. Pozwoliła dziewczynie swobodnie usiąść.Zaokrągliła się pod wpływem dobrego dosiadu Nahi.
-No pięknie.-zachwicił się Sunny widząc prwanie złożoną postawę klaczy.- Rusz stępem.-nakazał.
Delikatnełydki wystarczyły aby klacz uniosła wysoko tylną kończynę i ruszyłażwawym, miarowym stępem. Koń miał całkowite zaufanie do człowieka,kiedy ten siedział na nim, a przynajmniej tak się działo z Hawaną. Onabyła zupełnie inna pod siodłem niż luźno. Nahia ostrożnie za kłusowała.Widząc, że Karoszka idzie spokojnie odezwała się do chłopaka.:
-Wsiadaj na Nandotę!
-Odważna jesteś!
-Wiem.- odpowiedziała dziewczyna ze szczerym uśmiechem.
Sunny dosiadł Siwej klaczy, która jak zwykle kręciła się i dla zabawypobrykiwała kiedy on usiłował trafić nogą w strzemię. Poza tym byłakarnym i spokojnym koniem, bardzo dobrze reagowała na łydki. Co prawda,jak każdemu koniu, szczególnie klaczy zdarzają jej się gorsze dni.Hawana się trochę zdezorientowała widząc innego konia pod jeźdźcem alezaraz wróciła jej pamięć, że widziała już takie zjawisko. Całkowiciepoddała się Nahi. Słuchała każdego jej polecenia, każde rozumiała.Dziwne było to, że wszystko pamiętała, przecież tyle nie chodziła podsiodłem, tyle złego przeżyła. Jak to możliwe? Przecież inne koniegłupieją jak dłużej nie pochodzą, zapominają albo… nie chcą pamiętać,a ona? Ona chciała, chciała dać z siebie wszystko aby tylko nigdywięcej nie zobaczyć łez swojej pani i doznać straszliwego cierpienia uPana.